Zostawić po sobie ślad. Zamek w Ossolinie zostawił jedną arkadę…

Robić kilometry autem specjalnie po to, żeby obejrzeć pozostałości zamku, a raczej pozostałości ruin zamku w Ossolinie, to nie. Bez przesady. Chyba, że ktoś jest takim romantykiem, żeby akurat tam, o zachodzie słońca, siedząc na jedynym, skromnym, kamiennym gzymsiku ponad lokalną drogą, podziwiać piękne widoki. I wypić ze swoją miłością piwko z gwinta, jak to ewidentnie niektórzy czynią, a potem obawiając się w stanie nietrzeźwym ześlizgiwać powrotem na dół wąską ścieżynką z butelką w ręce, zostawiają ją w ruinach.

Zamek krótko żyjący

Pałac w miejscu wcześniej istniejącego średniowiecznego zamku wybudował Jerzy Ossoliński w pierwszej połowie XVII wieku. Niestety śmierć właściciela oraz potop szwedzki sprawiły, że obiekt zaczął się rozpadać, nim upłynął wiek. Jakby tego było mało, później pałac został wysadzony w powietrze, a to, co z niego zostało, doniszczyły wrogie wojska wczasie II wojny światowej. 

Teraz został z niego mały fragment mostu, w który została wkomponowana lokalna droga, oraz jeszcze mniejsze fragmenty muru, które można zobaczyć po wdrapaniu się na zbocze.

Biorąc pod uwagę, jak niewiele z zamku zostało, to świetnie, że przez arkadę przechodzi nowiutka droga – w końcu niecodziennie kierowcy znudzeni widokiem przydrożnych drzew mogą przejechać sobie przez zamek. Przejeżdżając przypadkiem nie sposób nie uśmiechnąć się ze zdziwienia. 

Obiekt jest na trasie Rowerowego Szlaku Architektury Obronnej, o którym informacje. Można znaleźć na stronie Klimontowa.

2 Shares:
You May Also Like